Każdy ma własny sposób i pomysł na macierzyństwo. Ja swojej drogi szukałam bardzo długo. Zanim stałam się Eko Mamą i mamą w ogóle minęło sporo czasu, bo dosyć późno podjęłam decyzje o macierzyństwie. Przez prawie 12 lat priorytetem była dla mnie praca zawodowa. Odkąd założyliśmy z mężem rodzinę, w której najpierw pojawił się pies, a później syn, zaczął się w moim życiu czas wielkiego przewartościowania. Zaczęłam natrafiać całkiem przypadkiem ( albo i nie 🙂 na osoby i sytuacje, które zainspirowały mnie do wiary w mój instynkt macierzyński, wsłuchania się we własną intuicję i życia w zgodzie z naturą. Ale zacznijmy od początku…

Jest rok 2004. Mam na koncie 4 płyty, spędzam większość czasu w trasie koncertowej. W radiach można usłyszeć moją piosenkę „Kiedyś Cię znajdę”. Dostaję od organizacji ekologicznej WWF Polska propozycję, aby zbadać próbkę mojej krwi pod kątem obecności toksycznych związków chemicznych. Wyniki tych badań wezmą za rok udział w kampanii społecznej. Zgadzam się natychmiast. Sama jestem ciekawa tych wyników. Przecież od lat dbam o swoje zdrowie. Biegam na bieżni na siłowni i połykam co dzień garść suplementów. Rano jem płatki zbożowe z zimnym mlekiem ( oczywiście bez cukru, tylko ze słodzikiem ). Na obiad coś szybkiego, np. biały makaron i ryba z puszki. A późna kolacja raczej na mieście albo w hotelowej restauracji, bo przecież ciągle jestem w biegu, poza domem… Probówka z moją krwią podróżuje po specjalistycznych laboratoriach w całej Europie. Po pół roku dostaję w końcu wyniki. Ftalany, bifenole, DDT i wiele innych toksycznych substancji… Dowiaduję się, że w tabelkach moje wyniki plasują się ponad przeciętną krajową… Kiedy i jak ja to wszystko połknęłam?! A może wdychałam? No chyba nie wchłonęłam przez skórę…

Rok 2005. Razem z Piotrem Najsztubem, Mają Ostaszewską i Krzysztofem Hołowczycem biorę udział w spocie telewizyjnym promującym kampanię DETOX, która ma na celu zainteresowanie opinii publicznej problemem braku kontroli nad otaczającymi nas sztucznymi związkami chemicznymi. W wywiadach podkreślamy, że podczas badań we krwi całej naszej czwórki wykryto toksyczne substancje chemiczne pochodzące z produktów codziennego użytku, takich jak opony i urządzenia elektryczne, ale również plastikowe butelki, wodoodporne tkaniny czy kosmetyki. Związki te, pomimo że są niebezpieczne dla naszego zdrowia, w efekcie luk prawnych cały czas wykorzystywane są do produkcji wielu otaczających nas przedmiotów. Kampania odnosi wielki sukces. Dziesiątki tysięcy ludzi wysyłają maile do polskich eurodeputowanych, zapychają im dosłownie skrzynki. Proszą by głosowali za zaostrzoną formą REACH ( ogólnoeuropejska dyrektywa, która ma doprowadzić do identyfikacji i stopniowej eliminacji najbardziej szkodliwych chemikaliów w produktach codziennego użytku i wprowadzić obowiązek badania syntetycznych związków chemicznych przed wprowadzeniem ich na rynek). W końcu były premier RP Jerzy Buzek deklaruje oficjalne poparcie dla naszej akcji, a podczas głosowania 42% eurodeputowanych głosuje za prawem do informacji o zawartości chemikaliów w produktach. Dobre i to. Zostaję wkrótce członkiem WWF Polska i staram się czynnie wspierać kolejne akcje.

Odżywianie wg Kuchni Pięciu Przemian

Rok 2009. Dowiaduję się, że jestem w ciąży. Moje pierwsze pytanie brzmi: do którego miesiąca ciąży będę mogła pracować i kiedy po porodzie będę mogła wrócić znów na scenę? Lekarz patrzy na mnie z politowaniem i pyta: – „A nie chce się Pani nacieszyć macierzyństwem?” Może i chce, ale jak ja mam to zmieścić w moim kalendarzu?

Pierwszy trymestr ciąży. Śpię w dzień i w nocy. W przerwach jem i oglądam komedie romantyczne. To dziwne, przecież nigdy wcześniej ich nie lubiłam. Chyba mięknie mi serce…

Drugi trymestr. Budzę się z letargu. Zaczynam zastanawiać się jaką będę mamą. Dochodzę do wniosku, że wiem, że nic nie wiem, a mój instynkt macierzyński równa się zeru. Proszę koleżanki o polecenie kilku ciekawych lektur. Wszystkie jednym głosem powtarzają nazwisko Tracy Hogg, amerykańskiej super niani dla małych dzieci. Jej podręczniki opisują super łatwy plan dnia, dzięki któremu dziecko chodzi jak w zegarku, a my możemy szybko wrócić do normalnego życia. Brzmi świetnie. Zamawiam wszystkie jej książki przez internet.
Powoli zaczynam szukać pediatry dla dziecka. Może to i za wcześnie, ale wolę mieć w zanadrzu zaufaną lekarkę niż później szukać nerwowo jak dziecko będzie chore. Koleżanka poleca mi swojego ulubionego lekarza medycyny naturalnej. Ten zaś odsyła mnie do innej lekarki, jego zdaniem największego autorytetu, matki siedmiorga dzieci, wegetarianki. Umawiam się na spotkanie. Jestem w czwartym miesiącu ciąży.

– O której chodzi Pani spać?

– Druga, trzecia w nocy.

– Czy sama Pani gotuję.

– Czasem w weekendy, jak mam więcej wolnego czasu.

– Co najchętniej Pani jada?

– Nabiał, mięso, surową rybę.

– Gdzie kupuje Pani żywność?

– Przez internet w supermarkecie.

– Jak się Pani relaksuje?

– Nie wiem, nie mam na to czasu.

– Dlaczego nie ma Pani czasu?

– Bo żyję w biegu.

– A gdzie się Pani tak spieszy?

Zamiast rozmawiać o dziecku rozmawiałyśmy wyłącznie o mnie. O moim trybie życia, pracy, chorobach, które przeszłam ja, moja rodzina, mój mąż i jego rodzina (skąd ja mam to wszystko wiedzieć? ). Mam opowiedzieć o moim charakterze, temperamencie, zwyczajach, odczuciach, obawach, wspomnieniach… Czułam się jak na przesłuchaniu. Dostałam przepis na mieszankę ziół do picia i listę wskazówek jak żyć i odżywiać się w zgodzie z naturą. Po powrocie do domu z niedowierzaniem przeczytałam mężowi na głos kilka punktów.

– Mam kłaść się spać o 21, wstawać o 6 rano, bo wtedy regeneruje się organizm. Jeść ciepłe posiłki z kasz o krajowych warzyw ekologicznych występujących w obecnej porze roku. Podniesie to moją odporność. No i powinnam odstawić nabiał i mięso. I najlepiej, żebyś Ty też tego przestrzegał, bo razem łatwiej nam będzie wprowadzić to w życie… No i antyperspiranty i proszki do prania zawierają toksyczną chemię. Wiedziałeś coś o tym?
Mąż odłożył kabanosa.

– Ja, wegetarianin?

– Chyba nawet weganin…

– ?!

– Jeszcze ten wegetarianizm to jestem w stanie zrozumieć, ale kłaść się o 21? To niemożliwe – westchnęłam i odłożyłam kartkę na kilka tygodni w kąt. Ale czego się nie robi dla dobra dziecka…

Kilka miesięcy później staliśmy się z mężem stałymi klientami sklepów z ekologiczną żywnością. Zaczęliśmy też szukać bezpośrednich kontaktów do rolników. W wolnych chwilach przeglądałam fora internetowe wegetariańskich rodziców, które stały się dla mnie największą inspiracją i oknem na świat. Jak się później okazało ekologiczne może być również rodzicielstwo. Odłożyłam książki Tracy Hogg na półkę. Postanowiłam wsłuchać się w siebie. Moją pasją stało się zdrowe odżywianie mojej rodziny. Z czasem inne młode mamy zaczęły podsyłać mi na facebooku linki do ciekawych artykułów o zaletach naturalnego porodu i karmienia piersią, o godnych warunkach porodu i kontrowersjach związanych ze szczepieniami dzieci. Ciekawe skąd wiedziały, że tego właśnie szukam? Zaczęłam zauważać na ulicach mamy noszące swoje dzieci w chustach. Wyczulił mi się smak i węch, stałam się bardzo wymagającym konsumentem. Zaczęłam dokładnie czytać etykiety na żywności, kosmetykach, zabawkach. Z przerażeniem dostrzegłam jak bardzo trzeba się natrudzić aby kupić dziś żywność bez sztucznych nawozów i konserwantów, a kosmetyki bez substancji ropopochodnych. Mięso niewiadomego pochodzenia, prawdopodobnie z antybiotykami i hormonami też w końcu przestało mi smakować. I tak powoli z dnia na dzień zwiększała się moja świadomość. Na pytanie dziadków co mogliby podarować swojemu wnukowi gdy przyjdzie na świat, poprosiliśmy z mężem o chustę do noszenia dziecka i hamak dla niemowlęcia. Wkrótce dostaliśmy też od znajomych całą wyprawkę, ubrania, wózek, kołyskę, wanienkę. Resztę używanych rzeczy kupiliśmy na aukcjach internetowych. Obiecaliśmy sobie przekazać je wszystkie następnej rodzinie. W sylwestrową noc pojechaliśmy na salę porodową. Nasz syn Teoś przyszedł na świat 1 stycznia 2010. Na powitanie wydał z siebie bardzo donośny dźwięk. Lekarz przyznał, że tak silnego głosu dawno nie słyszał 🙂

powrót