Można zastanawiać się, czy naturalna potrzeba przytulania tak bardzo wyczekanego dziecka adopcyjnego zapewnia wystarczającą ilość fizycznej bliskości? Jest to ogromna siła natury, która skonstruowała nas w taki sposób, aby reagować silnymi emocjami opiekuńczymi na dziecko. Jednak skoro do matek biologicznych mówimy, że rodzicielstwo bliskości jest czymś więcej niż samym przytulaniem czy noszeniem na rękach, to do matek adopcyjnych powinniśmy kierować ten komunikat z dużo większą siłą. W rodzicielstwie adopcyjnym bliskość ma większe znaczenie niż w naturalnej sytuacji. Matka adopcyjna może czuć się bardziej samotna niż matka biologiczna, która ma ciążę, połóg, doulę, położną, swoje hormony i zrozumienie otoczenia. Matka adopcyjna tego nie ma, a tak samo potrzebuje, bo od momentu gdy bierze swoje dziecko w ramiona macierzyństwo jest tak naprawdę takie samo i adopcyjne i biologiczne, i rozwiązania jakie są przydatne w rodzicielstwie biologicznym są idealne dla adopcji. Trzeba sobie uświadomić jak wygląda start macierzyństwa adopcyjnego. Dwie odrębne istoty zderzają się ze sobą nagle – nie ma długiej ciąży gdy już zaczyna się budowanie więzi, nie ma porodu gdy wspólnie matka i dziecko przechodzą przez narodziny, nie ma tej fizyczności, współistnienia w tej początkowej fazie. Trzeba więc zacząć budować relację bez tych podstaw. I tutaj zasady rodzicielstwa bliskości są tak adekwatne do zastosowania jak to, że pijemy gdy odczuwamy pragnienie.

W jakich doświadczeniach adopcyjnych odnalazłam rodzicielstwo bliskości?

Z moich doświadczeń adopcyjnych wyniosłam głównie niepewność, że mogę wiedzieć coś lepiej tylko dlatego, że jestem matką, i mam matczyny instynkt. Często robiłam coś w niepewności, ale w zgodzie z własną intuicją. Teraz po 10 latach i po doświadczeniu macierzyństwa biologicznego zobaczyłam jak bardzo te macierzyństwa, adopcyjne i biologiczne są do siebie podobne. Miałam nieodpartą potrzebę noszenia dziecka na rękach, długie godziny spędzane w szpitalu, córka praktycznie spędziła na mojej piersi, noszona „jakby” w chuście. Zasypiałyśmy razem, wtulone w siebie, „zapominając” o przygotowanym łóżeczku. W tamtym okresie nie mówiło się o rodzicielstwie bliskości, więc gdy dostałam od koleżanki jakieś nosidło, wzbudzałam sensację wychodząc z dzieckiem na spacer bez wózka. Początki choroby sierocej objawiającej się u mojego adoptowanego noworodka nadwrażliwością na dotyk, leczyłyśmy pod okiem rehabilitanta masażami, głaskaniem, całowaniem, przytulaniem. Miałam nieodpartą ochotę przystawienia dzieciątka do piersi, gdy płakało i szukało czegoś do ssania. Widziałam jako rozwiązanie tylko smoczek, nie widziałam swoich piersi, a w biologicznym macierzyństwie to takie naturalne, że przystawiamy w takich sytuacjach dziecko do piersi. Prowadziłam moje pierwsze adopcyjne macierzyństwo – chociaż nie świadomie, to jednak w idei rodzicielstwa bliskości, dzisiaj po 10 latach widzę tego efekty. Czuję jaką mamy więź z córką, jak jesteśmy sobie BLISKIE. Z drugą córką, która musiała sobie radzić bez matczynej miłości ponad 2 lata, też buduję więź na zasadach rodzicielstwa bliskości, ale już bardziej świadomie. Jest tak drobna, że jeszcze teraz mimo swoich 5 lat, noszę ją w nosidle, często przytulam, masuję, pozwalam spać w moich ramionach.

Drogie Matki Adopcyjne!

Chustujcie swoje dzieci, noszenie, kołysanie, bliskość fizyczna, bicie serca, wszystko to co daje chusta, jest Wam potrzebne najbardziej. Dajcie swoim dzieciom szansę na bycie z Wami jak najbliżej, Masujcie dzieci, to nie jest kwestia wyboru, dla matek adopcyjnych to jest konieczność. Adopcyjne dzieci mają ogromny niedosyt odżywczego dotyku, one potrzebują go dużo więcej. Pozwólcie swoim dzieciom spać z Wami, niech zasypiają na brzuchu taty, na piersi mamy. To jest bliskość fizyczna potrzebna tak bardzo każdemu noworodkowi, a adopcyjne dzieci jej nie miały na starcie. Przygotowanie do rodzicielstwa adopcyjnego mówi dużo o emocjach rodziców, o sprawdzaniu warunków bytowych dziecka – tak łatwo stęsknieni, zmęczeni długim, często wieloletnim oczekiwaniem rodzice wypełniają ten czas czekania na swoje adoptowane dziecko urządzaniem pokoików, kupowaniem wymyślnych ciuszków, zabawek, sprzętów. Nie twierdzę, że to jest niepotrzebne czy złe, ale zapominamy potem, gdy już pojawia się dziecko, że to było potrzebne nam, a nie jest potrzebne dziecku. Ono potrzebuje tylko mamy i taty, dosłownie tylko ich. Nacieplajmy dziecko miłością w kontakcie fizycznym, chusta, spanie razem, masowanie jest jak najlepsza rehabilitacja, terapia, i po prostu pomoc w budowaniu tej szczególnej więzi. Korzyści jakie z tego wypłyną na przyszłość są ogromne. Więź jest tak silna, że aż zapomina się, że nie nosiło się tego dziecka pod sercem we własnym brzuchu. Rodzice adopcyjni zrobią wszystko, żeby być jak najlepszymi rodzicami, ale model który jest najczęściej widziany, to pokoik, łóżeczko, wózek, opiekunka, szybki powrót do pracy – ciągła separacja, która jest trudna do zniesienia nawet dla dzieci rodzonych i pozostających z rodzicami biologicznymi. A jeśli wyobrazimy sobie dziecko, które miało utrudniony start? Dziecko którego narodziny nie zostały nagrodzone kontaktem skóra do skóry, pierwszym karmieniem, zasypianiem w ramionach mamy, ono potrzebuje tej bliskości dużo bardziej.
Rodzicielstwo bliskości to dla rodzicielstwa adopcyjnego doskonały sposób na wejście w normalność.

 

Przygotowała: Magdalena Modlibowska, przede wszystkim mama trójki dzieciaków, w tym dwójki adoptowanych, założycielka Stowarzyszenia „Adoptować po ludzku”, autorka książki „Odczarować adopcję”, w której pokazuje okiem doświadczonej matki jak polubić proces adopcyjny.

powrót